Trochę ponury, pochmurny, taki typowy dzień w Londynie. Spędziłam tam 3 dni, z czego 2 głównie na zakupach i to na Oxford Street. W dzień odlotu zaczęłam jęczeć (ten dzień był apogeum mojego jęczenia), że wróciłam tu po roku i znowu niczego nie widziałam. Więc wyprosiłam u Madziary spacer do Pałacu Buckingham, spodziewając się niewiadomo czego. Pod główną bramą tłumy, a sam pałac przereklamowany ;) Poza tym - wydawało mi się, że jest on bardziej schowany, trochę głębiej, a jednak można niemal 'zajrzeć do środka'. I znowu mój jęk - "powinni go odmalować". Całe szczęście - coś się wydarzyło! - trafiłyśmy na pochód gwardzistów! Oglądając ich na żywo miałam wrażenie, że idą na oślep i grają z pamięci, ale OK, teraz na zdjęciach widzę, że jednak spod tych czapek coś jednak widać ;)
Moje włosy kochają wilgoć. Bardzo. Z wzajemnością.
camel coat, trousers | ZARA
t-shirt | PLNY LALA
shoes | NIKE ROSHE RUN palm trees*
bag | STEVE MADDEN
*buty kupiłam w &Other Stories w Londynie.
Jeśli również jesteście zainteresowani tą parą,
napiszcie do The Fashion Hunter! Serdecznie polecam ;)


























